To. że nie ma z kim - to najprawdziwsza prawda.Jakoś tak się porobiło, że ludzie żyją teraz każdy sobie, więzy towarzyskie jakoś tak się rozmyły i rozpuściły w nicości... Żyjemy jakby bardziej osobno, nikt nie ma czasu, odległości jakby się zwiększyły a czas jakby się skurczył. To nie to, co kiedyś - przyszła człowiekowi ochota spotkać się z koleżeństwem - łapało się za telefon /zwykły, stacjonarny, bo komórek jeszcze nie było/ i za pół godziny już była impreza, mniejsza lub większa, ale i tak następnego dnia łeb bolał

Niestety, jak mawiał pan Hawranek - "to se ne wrati". Aż żal wspominać

A może to z powodu "wczesny pesel"? Pocieszam się, że nie
